To nie był udany dla nas dzień. A zapowiadało się całkiem ciekawie!

Start tuż przy Royal Yacht Squadron. Wiatr południowo-zachodni o sile do 30 węzłów, mgła, deszcz.
Pierwszy etap trasy to zachodnia cześć Solentu, aż do skał the Needles. Mamy silny wiatr i silny, przeciwny prąd, halsujemy. Zakładamy ref nr 1 i szukamy miejsca na linii startu.

Start nie był idealny. Mimo to, czujnie żeglujemy, wykorzystując charakterystykę brzegu wyspy Wight i słabszy prąd. Na pierwszym znaku na naszej trasie przy zachodnim krańcu wyspy meldujemy się jako trzeci, tuż za Tokoloshe i Ino XXX, czyli wszystko idzie zgodnie z planem.

Stawiamy Code Zero, czyli dość asekuracyjnie przystępujemy do kursu pełnego. Inne jachty również zastanawiają się, czy przy tych warunkach powinien to być Code 0, czy spinaker A3.

Fale są dość wysokie, wiatr o podobnej sile. Po godzinie wydaje się że wiatr słabnie zgodnie z prognozą i jesteśmy w stanie płynąć pełniejszym kursem. Decydujemy się na zamianę żagla – na spinaker A3.

I tutaj kończy się nasza dobra passa.

W trakcie stawiania spinakera, fala zalewa pokład i uniemożliwia jego szybkie postawienie, wciągając go do wody.
Zaczyna się walka o wyciągnięcie żagla z morza. Po dwóch próbach się udało – niestety, żagiel jest potargany.

Zostaje nam zatem Code 0. I tutaj niestety dochodzi do kolejnego błędu i zaklinowania się rolera. Żagiel zrywa się z bukszprytu i szaleje nad głowami osób walczących na pokładzie dziobowym.

Na wszystkie te manewry straciliśmy bardzo dużo czasu. Musieliśmy stanąć do wiatru, by wyciągnąć żagiel z wody. Fale coraz wyższe. Cała stawka naszej floty już daleko odpłynęła.

To była dopiero połowa wyścigu, tymczasem dla nas zmieniła się w przygodę, a nie w ściganie. Kończymy bieg jako ostatni, żeglując już na samym grocie i foku.

Nie poddajemy się! Regaty trwają do soboty.

 

Facebook
Facebook
YouTube