Ostatnie dni Mistrzostw Europy w Cowes.

To było naprawdę dobre ściaganie. W piątek – dwa wyścigi, pierwszy: inshore windward/leeward, czyli dwa śledzie.
Bardzo dobrze wychodzimy ze startu. Po halsówce, na górny znak wchodzimy jako trzeci. Do samego końca wyścigu trzymamy się blisko liderów – Tokoloshe i Ino XXX, i jako trzeci jacht przekraczamy linię mety. Po przeliczniku jednak nasze miejsce jest niższe (szóste). Niemniej jednak był to jeden z najlepszych wyścigów w naszym wykonaniu w tych regatach. Czujemy więc dużą satysfakcję, gdy szykujemy się do drugiego wyścigu.

Wiatr się wzmaga i decydujemy się na zmianę foka. Niestety okazuje się, że mamy złamaną listwę w żaglu i żeby uchronić foka przed przedarciem, wracamy do wcześniejszego żagla.

Tracimy na tym dużo czasu. Na pole startowe wpływamy nie tak, jakbyśmy chcieli. Razem z dwoma innymi jachtami jesteśmy na flastarcie, więc musimy wrócić i okrążyć boję startową. To oczywiście zmniejsza nasze szanse na dobre miejsce w tym wyścigu, no ale w końcu to są regaty – więc walczymy dalej.

Po górnym znaku odpalamy spinaker A2 i zaczynamy żeglugę z prędkością kilkunastu węzłów przy wietrze ponad 20 kts. To jednak była jazda po cienkiej linii… i niestety nasz największy spianker tego nie wytrzymuje – przerywa się w dwóch miejscach.

W tak krótkim wyścigu, mając za sobą falstart i stratę żagla, podejmujemy decyzję o wycofaniu się (DNF), by w tych bardzo intensywnych regatach nie tracić już sił na i tak już bezsensowną walkę. Wolimy skupić się na naprawach sprzętu i kolejnych dwóch wyścigach, które czekają nas następnego dnia.

Sobota.

Ostatni dzień regat to pływanie w bardzo silnym wietrze, nawet do 32 węzłów. Tego dnia odbywają się dwa wyścigi – jeden to klasyczne dwa śledzie, a drugi to around the cans, czyli wyścig po wyznaczonych znakach Solentu.

Pływamy szybko, ale z zachowaniem marginesu bezpieczeństwa. Doświadczamy niesamowitej!! jazdy na spinakerze, najpierw na A4 (238 m2), a potem, gdy wiatr osiąga już 7 w skali Beuforta, na mniejszym A5 (166 m2). Wiadomo, że przy takiej pogodzie trzeba pływać naprawdę rozważnie, bo o uszkodzenie sprzętu, żagli czy takielunku bardzo łatwo (czego doświadczyliśmy na własnej skórze ). Tego dnia nie jesteśmy więc najszybsi… Ale za to doświadczamy piękna żeglarstwa, cieszy nas szybka żegluga (choć we mgle i w deszczu) oraz brak kontuzji wśród załogi i uszkodzeń jachtu. Niestety, nie wszyscy tego dnia szczęśliwie zakończyli regaty. Jacht Gallivanter stracił ster. Musieli się wycofać z wyścigu.

Zmęczeni, pełni nowych doświadczeń, kończymy regaty #IRCEuropeans na wodach Solentu. Emocji jeszcze w nas sporo, jak trochę opadną – spróbujemy wszystko podsumować

Facebook
Facebook
YouTube