Czy zimowanie jachtu to łatwa sprawa?

Ot, podpłynąć do kei, zamówić dźwig, który wyciągnie maszt a następnie jacht z wody.
A potem postawić jacht na kobyłce, maszt w hangarze i przygotować sprzęt do zimowania.

Nie zawsze jednak ten schemat działań jest tak prosto zrealizować. Nam przysporzyło to niemało przygód, kombinowania, szukania coraz to lepszych koncepcji i zastanawiania się co dalej.

Ale wróćmy do samego początku.

Selma stoi przy zewnętrznym nabrzeżu Mariny w Kołobrzegu. Jest to jedyne nabrzeże, gdzie nasz jacht może stać ze względu na swoje zanurzenie (3 metry)
Miejsce do zimowania jachtu wyznaczono nam tuż przy hangarze a dom dla naszego 23 metrowego masztu w środku hangaru (hangar jest długi na 30 metrów).

I tu zaczynają się przeszkody. Nie podpłyniemy do nabrzeża przy hangarze bo jest tam dla nas za płytko. Trevellift nie może nas wyciągnąć bo jest za niski.
Co zrobić? Odpowiedź znajduje się dość szybko. Jacht może zimować po drugiej stronie kanału przy nabrzeżu Portu Handlowego.
Jednak dostępu do nabrzeża broni szeroka na 6 metrów platforma. Jak przesunąć taką platformę? Właściciel będzie… no właśnie nie wiadomo kiedy.

Co tu począć? Wróćmy jednak do masztu. Maszt musi zostać umiejscowiony w hangarze. To oznacza, że trzeba go zdemontować zanim popłyniemu do Portu Handlowego.

Łódka jest już prawie cała roztaklowana. Podjeżdża dźwig. Artur wchodzi na maszt na 3. saling i zakłada pas przyczepiony do haku. Odkręcamy sztag, wanty i baksztagi. Czarny strzelisty profil jedzie do góry.
Oczywiście nie samoczynnie. Jest nas 10 osób. Ci pod pokładem, Ci na pokładzie, osoby stabilizujące maszt fałami i linami w 4 kierunkach. Wszystko przebiega niezwykle płynnie i kontrolowanie pomimo porywistego, prawie sztormowego wiatru.

Maszt kładziemy na 2 wózki i dalej wyciągamy wszystkie fały, baksztagi, regulacje i jedziemy pod hangar. Jest nas 6-7 osób, które pchają i kierują tą złożoną konstrukcją.


Jesteśmy u bram hangaru. Wcześniej na 4 filarach zamocowaliśmy (zaopatrując się w najwyższą dostępną na rynku drabinę) już bloki z fałami, na których podwieszony zostanie maszt.
Jak jednak wjechać z masztem do hangaru, w którym stoją 4 jachty, motorówki i wozy straży pożarnej. W dużej ekipie staramy się przenieść maszt nad wszystkimi pojazdami. I już 3/4 masztu jest w hangarze. Jest to jednak martwy punkt. Ani w lewo ani w prawo. Z przodu ściana. Musimy wyjechać z powrotem na zewnątrz i obmyślić lepszy plan.

To wszystko wydarzyło się przed Świętem 1 listopada. Maszt zdemontowany stoi na zewnątrz a jacht dalej przy kei.

Po długim weekendzie wracamy do Kołobrzegu z nowymi koncepcjami. 😉

Po pierwsze z hangaru wyjeżdżamy na czas operacji wszystkimi jachtami i motorówkami. Przy filarach montujemy wciągarki łańcuchowe, którymi jedna osoba będzie mogła podnosić maszt. Zwrotny wózek widłowy kierowany przez bosmana podaje maszt podczepiony na taśmach w coraz to dalsze zakamarki hangaru.
4 osoby i 2-3 godziny pracy i maszt wisi, pięknie zdobiąc ścianę hangaru.

Zostaje kwestia wyciągnięcia jachtu.
Są dwa warianty:
1. Zamówić potężny 200 tonowy dźwig, który przeniesie jacht nad szeroką platformą. Niestety taki dźwig może przyjechać dopiero za tydzień, może nawet za dwa tygodnie. Do tego taka operacja jest nawet dziesięciokrotnie bardziej kosztowna.
2. Przy pomocy standardowego dźwigu wyciągnąć jacht kilkadziesiąt metrów dalej za platformą. Trzeba jednak potem ustawić jacht we właściwym miejscu by nie zagradzać miejsca dla statków Portu Handlowego. Plan zakłada na zmianę ustawienie łoża tam, gdzie sięgnie dźwig. Następnie postawienie jachtu, zluzowanie pasów, przestawienie dźwigu, ponowne podniesienie jachtu, przesunięcie łoża samochodem z hakiem bliżej docelowego miejsca. I taki manewr powtórzyć raz albo dwa razy.

Jako, że jacht regatowy nie powinien stać długo w wodzie – wybieramy Wariant ….. 2.

Podpływamy do nabrzeża, podjeżdża dźwig, jest też samochód z hakiem. Wszystko przygotowane.

I…… w tym samym czasie widzimy, że platformę odsuwa od nabrzeża statek.


Co za szczęście!!! Nie musimy już realizować wariantu 2. Podpływamy, zakładamy pasy, dźwig podnosi jacht i umiejscawia go w na łożu.
Co za ulga.

We wszytkich tych pracach pomagali nam:
Nasz przyjaciel Mirek, bosman portu Krzysiek, Załoga jachtu Selma Racing, członkowie straży pożarnej OSP Tryton, ratownicy morscy SAR, załoga statku pasażerskiego Jantar, znajomi z jachtu Dee Dee.

Wam wszystkim dziękujemy za pomoc i obiecujemy, że następnym razem postaramy się by było ciut łatwiej 😉

 

Facebook
Facebook
YouTube